piątek, 12 grudnia 2014

Moja historia- Klub Polki Na Obczyźnie

Już od dwóch tygodni zastanawiam się jak opisać moje losy. W tym czasie powstało kilka wersji, te same wydarzenia w wielu odsłonach i przedstawiane z innej perspektywy. Jednak cały czas czytając swoje teksty czułam dziwny niedosyt. Zawsze mam problem, gdy mam z góry narzucony temat, więc tym razem postanowiłam znaleźć kompromis i ponieważ zwykle moje posty są mocno naszpikowane moimi uczuciami to i tym razem tak będzie.Mój świat jest namalowany emocjami i tak zamierzam go przedstawić.

Do rzeczy! Jak się znalazłam w Stockholmie? Mam genialnego narzeczonego, który ciężką pracą i talentem wywalczył sobie kontrakt właśnie w tym pięknym mieście. Potem już było tylko pod górkę. Spakowaliśmy całe swoje życie do kartonów, pożegnaliśmy rodzinę i  znajomych, i ruszyliśmy w nieznane. Pierwsze pół roku było cudowne, słoneczne lato, wyprawy rowerowe, zwiedzanie (wszystkie nasze przygody znajdziecie na łamach mojego bloga)...i druga strona medalu... szukanie przeze mnie pracy, trafienie do polskiej firmy, gdzie zostałam potraktowana poniżej godności, roznoszenie setek CV, niekończące się przeprowadzki, tęsknota i po raz pierwszy zaznanie na własnej skórze uczucia samotności w tłumie.


Nadal są dni, w które staję w miejscu, na ulicy, w parku, w sklepie. Wychodzę wtedy z siebie, unoszę się wysoko ponad chmury i zerkam najpierw w dół na siebie, a potem gdzieś daleko na południe, w stronę Polski, Śląska, Gliwic. Zaglądam przez okno do mojego rodzinnego domu i widzę moją mamę czytającą książkę z kotem na kolanach, mojego brata grającego na gitarze, stojącego w promieniach słońca wpadających przez szeroko otwarte okno, tatę siedzącego nad projektami i śmiejącego się głośno, podczas rozmów telefonicznych.
Brakuje mi dźwięków, zapachów i smaków życia, które zostawiłam gdzieś daleko.

Mimo wszystko jestem szczęśliwa, cieszę się że zaryzykowaliśmy, że nie poddaliśmy się po pierwszych porażkach, bo tutaj życie płynie w zupełnie innym tempie. Jakby ktoś wcisnął przycisk "slow down". Nikt nigdzie się nie spieszy, wszystko ma być zrobione na jutro, a nie na wczoraj, knajpy tętnią życiem od świtu do zmroku (czyli o tej porze roku nie za długo:P) , miasto aż zniewala swoją architekturą, zaułkami, historiami, światełkami.

Na dodatek w tym całym zamieszaniu odnalazłam swoją drogę. Tak długo bezskutecznie szukałam pracy w Szwecji, że  w końcu postanowiłam ją sobie sama zapewnić i stworzyć swój wymarzony biznes. Zaczęło się pewnego letniego wieczoru. Siedziałam na kanapie z workiem wygrzebanej gdzieś z kartonu włóczki i zastanawiałam się co z nią zrobić. Nagle ręce same chwyciły szydło i motki, i zaczęły śmigać. Nim się obejrzałam siedziałam na schodach naszej kamienicy i ubierałam swój rower w sweter!


 Potem powstała cała kolekcja pokrowców na siodełka i koszyki, zaczęłam nawiązywać kontakty, postawiłam w centrum miasta swój "billboard 3d" (kolejny pojawi się już wkrótce), zamówiłam potrzebne materiały i działam ze zdwojoną siłą.



Praca wre! Po kolekcji BIKEandSOUL, powstała kolejna- HEADandSOUL, gdzie znajdziecie czapy i opaski w szalonych kolorach i wzorach, potem KIDSandSOUL z cudami dla maluchów, HOMEandSOUL z (póki co) drobnymi ozdobami do domu... a wiele innych projektów dopiero czeka na realizację.

Codziennie dostaję piękne maile z pomysłami i zamówienia,a w moich czapach zaczynają chodzić sławy!
Na dodatek dzięki temu oto blogowi, który zakładałam tak tylko dla siebie. Pod wpływem paru znajomych, którzy lubili czytać moje przygody, poznaję świetne dziewczyny, z którymi wymieniam się doświadczeniami i odczuciami, dzielimy się sekretnymi miejscami w Stockholmie i na świecie. Podczas tych rozmów czuję, że przepływa przez nas niesamowita energia, która sprawia, że wyrastają mi skrzydła. 
Właściwie sama nie mogę uwierzyć, że to się dzieje. Jestem tak cholernie szczęśliwa, że brak mi słów.
Zamierzam zawłóczkować cały świat, stworzyć szydełkowe imperium i wypić ocean kawy z cudownymi kobietami!

Szczerze wierzę, że tylko od nas samych zależy to, jak będzie wyglądało nasze życie.  Najtrudniej jest znaleźć swoją drogę, ale jeśli nam się to uda, to reszta to już tylko ciężka praca i dążenie do celu, która w tym wypadku jest czystą przyjemnością. Każdemu życzę znalezienia swojego miejsca na ziemi z całego serducha. Każdy z nas ma tylko kilka chwil na tej niesamowitej planecie, więc warto za wszelką cenę spełniać marzenia i przeżyć swoje " 5 minut" najintensywniej jak się tylko da!

Nie wiem czy takiej historii oczekiwaliście, ale takie właśnie jest moje życie. Nie oglądam się za siebie, zbieram doświadczenia, przekuwam je w coś pozytywnego i gnam przed siebie. Szukam, błądzę, dotykam, wącham, rozmawiam... tarzam się w życiu. Strasznie je lubię, szczególnie dlatego, że dzielę je ze wspaniałą osobą, która wierzy we mnie każdego dnia.

Zapraszam Was oczywiście na mój fanpage BIKEandSOUL, gdzie możecie zobaczyć zdjęcia moich cudów :)

Do zobaczenia gdzieś w podróży, samolocie, na ulicy każdego miasta świata :)



8 komentarzy:

  1. Piękna ta Twoja historia :) powodzenia w dalszych rozwijaniu biznesu z duszą :)

    Kasia z Zabrza :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kasiu, sąsiadko z fajnego Zabrza!

      Usuń
  2. Bączek ze łzami w oczach przed świtem na środku dworca we Wrocławiu... Ty to jednak jak coś ubierzesz w słowa to sie gałki pocą :) pzdr :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bączuś Kochany ma nie płakać :* A co Ty o tej porze robisz w tym pięknym mieście? Całusy :*

      Usuń
  3. Iga! Widziałam taki wełniany projekt w Kopenhadze na słupie, domyślam sie ze tez tam byłaś 😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tam jeszcze nic nie zawłóczkowałam, ale mam taki plan. Ja stawiam na rowery, słupy to pewnie inna szalona dusza :D Uściski!

      Usuń
  4. No historia jak inne ani lepsza ani gorsza zwyczajnie Twoja. Fajnie, że się odnalazłaś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie najlepsza, bo właśnie moja :) Pozdrowienia :)

      Usuń